O psiakach, ptakach i kłusownikach!



Kiedy dwa lata temu przeprowadzaliśmy się z miasta na wieś, nie byłam zbytnio szczęśliwa nie ma co ukrywać, że podobało mi  się wielkomiejskie życie.


Ale dzieci i P. bardzo chcieli mieszkać na wsi najpierw prosili, potem spiskowali. Bez mojej wiedzy znaleźli dom i pewnego popołudnia pod pretekstem wycieczki wyjechaliśmy na piknik, samochód nagle, zamiast na łące czy leśnej polance, zatrzymał się centralnie przed tym domem




a ja, muszę to przyznać zakochałam się...

Tyle zieleni, wokół piękne lasy i to podwórko, klamka zapadła, szybka decyzja, jeszcze szybsza przeprowadzka i tak od dwóch lat, mieszkam właśnie w tym domu, na wsi i jestem szczęśliwa.

Z biegiem czasu zapragnęliśmy mieć psa aby pilnował naszego gniazdka, postanowiliśmy przygarnąć jakiegoś małego szczeniaczka ze schroniska.
Pojechaliśmy więc wszyscy  tzn. ja, P. i moi synowie znaleźć naszego pupila, bardzo miła pani wypuściła wszystkie pieski z kojców, te większe i te malutkie, psiaki biegały jak oszalałe, bawiły się i wcale nie zwracały na nas uwagi, tylko jeden nagle podbiegł do P. i położył swój łebek na jego butach i tym samym zaskarbił sobie jego serce i nasze oczywiście też. W ten właśnie sposób nasza rodzina powiększyła się (i to dosłownie) o nie szczeniaczka, nie małego pieska ale o charta, który wabi się Aster.




Ponieważ Aster był psem wcześniej bitym i krzywdzonym przez ludzi, musieliśmy zasłużyć sobie na jego zaufanie.
Trwało to około dwóch miesięcy zanim stał się szczęśliwym i pełnym życia psiakiem.


Wszystko układało się wspaniale, aż do zeszłego miesiąca, kiedy to nocą kłusownicy, polujący na bażanty, postrzelili Astra z wiatrówki,

UWAGA, NA PODWÓRKU !!!

Głupota ludzka nie zna granic.
Psiak miał kilkanaście śrutów w tylnej nodze, bardzo cierpiał ale nie poddał się, walczył i dzięki Bogu wylizał się z tego, i nadal jest naszym, kochanym, przyjacielem i obrońcą! 

Szkoda tylko, że nie udało się złapać tych co go postrzelili, bo osobiście, wzięła bym tę ich wiatrówkę i strzeliła bym im prosto w ich głupie tyłki!!!    




Oprócz Astra, mamy jeszcze dwie współlokatorki, które latem siadają sobie na balkonie i zaglądają nam do okien ;)





Koniec końców, pokochałam nasz nowy dom, wieś i widoki, dla których chce się człowiekowi żyć tym bardziej, że wiosna tuż, tuż i  już nie długo będzie tak:





Prawda, że pięknie???


           Monika


    

Podobał Ci się tekst? Jeśli tak, to miło mi będzie jeśli go udostępnisz:

Dołącz do konwersacji

29 komentarze:

  1. Wiesz ja też przeprowadziłam się z dużego miasta na wieś długo brakowało mi przyjaciół tego szumu wokół ale przyzwyczaiłam się i mieszkam już 7 lat.
    Śliczny ten Wasz piesio ;) i całe szczęście, że wylizał się z tego przykrego zdarzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Aster to silny psiak.
      Ja też już się przyzwyczaiłam i nie żałuję, że dałam się namówić na zmianę otoczenia.

      Usuń
  2. Rozumiem świetnie Twoje uczucia wobec kłusowników! Ja też częściowo mieszkam na wsi, ale mieszkamy w nim od wiosny do jesieni.Mam tam swój ogród i przepiękne widoki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam psy ale ten choć piękny wygląda groźnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, ten pies to najłagodniejsze stworzenie jakie w życiu spotkałam, szczeka tylko i groźnie wgląda ale nikomu krzywdy nie robi ;)

      Usuń
  4. Pięknie opisujesz :)))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Też mieszkam na wsi i nigdy nie zamieszkałabym w mieście. Moja mam pochodziła z Łodzi i zawsze opowiadała jak ciężko było jej się przestawić na wiejskie życie.Tylko, że wtedy to było prawdziwe wiejskie - krowy, barany,świnie, sianokosy itp. Teraz, mieszkać na wsi to luksus. Też mam takiego czarnego psiaka, ale mieszka w swojej budzie, i cały gołębnik dziadkowych lotników. Ach, to jest życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą w 100%, Aster mieszka w kojcu ale nie na dworze tylko w budynku gospodarczym a całymi dniami biega po podwórku, uwielbia to i mamy jeszcze czarnego kota ale o nim innym razem ;)

      Usuń
  6. Ja mieszkam na wsi.. kiedyś zamieszkiwalam w mieście.. wolę ta ciszę i spokój.. i wybieram wieś.

    Ps dobrze ujęte

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się że piesek jest ok! Uwielbiam zwierzaki i nie ukrywam że nie bez nerwów czekałam jak zakończy się ta historia. na szczęście - dobrze :) !!
    Nati

    OdpowiedzUsuń
  8. Otoczenie jest faktycznie przepiękne. Ja mieszkam na obrzeżach miasta. Nie wiem co to za kłusownicy... No tragedia. Szkoda, że przez głupotę ludzi pies musiał cierpieć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mieszkają tutaj takie elementy, które polują na bażanty, kuropatwy a nawet na sarny a potem sprzedają to nielegalnie.
    Zwierzyna podchodzi pod same domy a oni strzelają na oślep, dobrze że nie trafili w człowieka ale psiak cierpiał przez ich lekkomyślność i głupotę!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja nie mam w domu pieska,bo nie czuję się przy nich swobodnie,zawsze bałam się psów i kotów.Ale kiedy czytam,że ktoś zakatował psa,wyrzucił w worku z samochodu czy przywiązał do drzewa,to nie mieści mi się w głowie,jak można być tak okrutnym.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale bajecznie tam u Was. My też mieszkamy na wsi, a marzy nam się miasto z kolei (być może dlatego, że od dziecka w takich wiejskich klimatach się wychowywałam i mam już tego troszeczkę dosyć). A takich kłusowników powiesiłabym na drzewie za wiadomą część ciała ! Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, również pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  12. Sowy za współlokatorki?!
    Cudnie tam macie:)
    ja w mieście wytrzymałam rok po ślubie i uciekłam z powrotem, razem ze ślubnym oczywiście:D
    Życie w bloku nie jest dla mnie, u siebie mogę w każdej chwili wyjść do ogrodu, coś po plewić, coś zerwać lub posiedzieć w basenie.
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Tak te sowy urodziły się w budynku gospodarczym w zeszłym roku ich mama musiała mieszkać tutaj wcześniej.
      I każdego ranka przylatywały na balkon siadały na barierce lub kratach i zerkały nam w okna ;)

      Usuń
  13. Monika, przecież to moje marzenie :-) Przez 40 lat mieszkałam w Gdańsku, potem na 10 przeprowadziłam się do mniejszego miasteczka ( 12km za Gdańsk) Teraz tylko wieś.


    Ludzi którzy strzelają do zwierząt nie znoszę. Sama odstrzeliłabym im tyłki

    OdpowiedzUsuń
  14. Moja mama, kobieta miastowa, też zarzekała się, że jak ojciec będzie na emeryturze i na wieś do babki mieszkać pójdzie, to ona zostanie tu gdzie jest i koniec, na gadaniu się skończyło. Mieszkać na wsi uwielbia, jak przyjezdza do nas wysiedzieć nie może i ciągnie do domu :)

    szkoda pieska, większa szkoda że nie dało się gnoi złapać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że w końcu ktoś ich złapie!!!
      Macie dziewczyny rację ja też polubiłam wieś na nowo, bo jako dziecko wychowywałam się na wsi, potem los rzucał mnie to tu, to tam.
      Teraz myślę, że w końcu znalazłam swoje miejsce.

      Usuń
  15. Ja się wychowałam na wsi:))
    Teraz znowu jestem wiejska, ale w blokach mieszkam (wojskowych;)).
    Kiedyś może tez sobie domek sprawimy:D

    Kurde... Tych bandytów, to wsadzić za kraty... Co za ludzie...:/
    Psisko się wycierpiało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że zaciekawiły mnie te bloki wojskowe.

      Usuń
  16. Ludzie potrafią być bezwzględni, nawet mi się to w głowie nie mieści.
    A dom i okolica piękne.

    OdpowiedzUsuń

...a gdy komentujesz, czytelniku kochany, gdy pozostawiasz aktywności swej ślady, serce me rośnie, dusza się raduje, dlatego bardzo Ci za to dziękuję !!!